Nagle dostrzega się, że w szklance nie ma nic, że podnosi się do
ust przepaść. Marmurowe stoliki odpływają jak kra. Tylko lustra
wdzięczą się w lustrach, tylko one wierzą w nieskończoność.
Oto pora, gdy należy, nie czekając na morderczy skok pająka,
odejść. Nocą można przyjść znowu, aby przez zapuszczoną kratę
obserwować upiorny szlachtuz sprzętów. Bestialsko pomordowane
krzesła i stoliki leżą na grzbietach z nogami wyciągniętymi
w wapienne niebo.
(...)
IV. Dziękuję Ci za życie, które upłynęło tak, że nigdy nie zaparłem się
trzeźwości. Nie wstydziłem się także zawrotów głowy, jakie zsyła pełna
świadomość.
V. Nie głosiłem Twego imienia. Nie składałem Tobie ofiar. Nie zachęcałem
uczniów do kultu, wiedząc, że jest Ci to doskonale obojętne. Chwaliłem
Cię w koniunkcji i dysjunkcji, a także w małej świątyni zbudowanej z
sylogizmów.
VI. Więc na koniec zwracam się do Ciebie, abyś mnie nie opuścił. Abym
do końca czuł Twoją chłodną rękę na czole. I nieruchome oczy w moich
oczach. I światłość.
Dawni Mistrzowie
obywali się bez imion
ich sygnaturą były
białe palce Madonny
albo różowe wieże
di citta sul mare
a także sceny z życia
della Beata Umilita
roztapiali się
w sogno
miracolso
crocifissione
znajdowali schronienie
pod powieką aniołów
za pagórkami obłoków
w gęstej trawie raju
tonęli bez reszty
w złotych nieboskłonach
bez krzyku przerażenia
bez wołania o pamięć
powierzchnię ich obrazów
są gładkie jak lustro
nie są to lustra dla nas
są to lustra wybranych
wzywam was Starzy Mistrzowie
w ciężkich chwilach zwątpienia
sprawcie niech spadnie ze mnie
wężowa łuska pychy
niech pozostanę głuchy
na pokuszenie sławy
wzywam was Dawni Mistrzowie
Malarzu Deszczu Manny
Malarzu Drzew Haftowanych
Malarzu Nawiedzenia
Malarzu Świętej Krwi